• EVENTOWA LIGA KOSZYKÓWKI BASKET HYPE
  • Video
  • Galeria
    • Basket Hype
      • Tabela i wyniki
      • Terminarz
      • Raporty meczowe
      • Statystyki generalne
      • Wskaźniki zespołowe
    • zespoły
    • zawodnicy
    • terminarz
    • regulamin
    • O nas
    • archiwum
    •  kontakt

    Przebudzenie Dzików, gest Fair Play i słodko-gorzki wieczór Łukasza Kudaja

    Szczepan Cackowski, z 2025-12-18 13:27



    W 4. kolejce naturoBank Basket Hype scenariusz był tak zakręcony, że aż chciałoby się zapytać: czy to jeszcze koszykówka, czy już cud bożonarodzeniowy? Bo skoro ponad dwa tysiące lat temu Król mógł urodzić się w stajni, a dziecko mogła urodzić dziewica – to widocznie historia lubi paradoksy i postanowiła zainspirować rozgrywki w Piotrkowie Trybunalskim. Bo oto w czasie adwentu, to przegrani mogli czuć się jak zwycięzcy, euforia z bicia osobistych rekordów mieszała się z dramatem ortopedycznym, a gracze jednej drużyny wyszli na parkiet przeciwko gościowi, który... de facto finansuje ich istnienie. Mędrcy przynajmniej wiedzieli, za jaką gwiazdą podążać – tutaj nawet GPS by się pogubił, komu właściwie kibicować.
    Koniec końców, choć na tablicy wyników ostatecznie zaświeciło się 65:53 dla Czarnych Owiec, to raczej Dziki schodziły z parkietu z podniesionymi głowami (choć niestety nie wszyscy o własnych siłach).

    Zacznijmy od tego, co najważniejsze: Ekipa Netuno zagrała swój absolutnie najlepszy mecz w tych rozgrywkach. Zespół jest na wyraźnej fali wznoszącej. Co więcej, historia tworzyła się na naszych oczach – Dziki w końcu przełamały klątwę i wygrały swoje pierwsze kwarty w lidze! Najpierw postraszyli rywali w drugiej odsłonie (19:18), a w czwartej kwarcie urządzili sobie prawdziwy poligon, wygrywając ten fragment aż 17:7. Brawo Panowie, lody zostały przełamane!


    Sportowo po stronie Dzików prym wiedli Grzegorz Dratwa (13 pkt, solidna skuteczność) oraz Radosław Wójcik, który do 12 punktów dołożył 100% skuteczności z linii rzutów wolnych i 6 zbiórek. Ta dwójka ciągnęła wózek, udowadniając, że Dziki mają kły.

    Jednak ten mecz przejdzie do historii z powodu jednego człowieka i jego niesamowitego, słodko-kwaśnego rollercoastera emocji. Mowa o Łukaszu Kudaju.

    Łukasz od początku był niesamowicie aktywny, ale jego "prime time" nadszedł w przerwie meczu. Wtedy to rozegrał się konkurs rzutowy, ufundowany przez kolegę z przeciwnej drużyny (o czym za chwilę). Spośród 8 uczestników to właśnie Kudaj stanął naprzeciwko "Wasia" - faworyta Owiec. Wszyscy stawiali na Owcę, ale to Dzik miał dzień konia – wygrał rywalizację 8 do 7!

    Mało? Chwilę później Łukasz poszedł za ciosem w zabawie "Rzut na Wakacje" sponsorowanej przez Rainbow Tour (ul. Narutowicza 84). Trafił osobisty, trafił trójkę i... trafił z połowy boiska! Wygrał zniżkowy bon na wycieczkę i był na absolutnym szczycie świata. Może na podróż w Himalaje nie starczy, ale 1500 złotych to już dobra zaliczka na weekendowy wypad we dwoje.

    Podochocony sukcesami i buzującą adrenaliną, w czwartej kwarcie wyskoczył do bloku tak wysoko, jak chyba nigdy w życiu. Niestety, grawitacja bywa bezlitosna. Przy lądowaniu kolano nie wytrzymało. Diagnoza brzmi boleśnie: naderwane więzadła boczne. Łukasza czeka niestety chwila przerwy od basketu. Zdrowia, Mistrzu Wakacji! Wracaj silniejszy! 

    To nie był jedyny uraz w szeregach Dzików – już w pierwszej kwarcie boisko z grymasem bólu opuścił Szymon Kanclerski (uraz łokcia). Na szczęście w jego przypadku prognozy są optymistyczne i wygląda na to, że wróci do gry szybciej, niż się początkowo wydawało.

    Na osobny akapit zasługuje Bartłomiej Golanowski, człowiek, który znalazł się w środku koszykarskiej Incepcji. Z jednej strony czołowa strzelba Czarnych Owiec, z drugiej... tytularny sponsor Netuno Dzików. Sytuacja niczym z greckiej tragedii, ale Bartek rozwiązał ją z klasą godną prezydenta. Postanowił nie grać przeciwko ekipie, którą finansuje – bo trochę głupio tak własnoręcznie niszczyć swoją inwestycję, prawda? Mecz spędził więc na ławce, aktywnie oklaskując kolegów z... Owiec, rzecz jasna! No bo bez przesady – to, że Dziki noszą jego logo na piersiach, nie oznacza, że mają z nim wygrywać. Równowaga we wszechświecie musi zostać zachowana. Przekaz z ławki był jasny: „Nie będę was osobiście punktował, bo mam dobre serce, ale nie myślcie, że dam się wam bić”. Koniec końców sentymenty na bok – tego dnia to Owce miały zadeptać Dziki. I tutaj kolejny paradoks - Igor Majkowski, sponsor Czarnych Owiec, który w końcu miał dotrzeć na imprezę, rozsiąść się wygodnie w ciepłej hali i obserwować mecz swojej drużyny, zamiast tego, siedział.... gdzieś na mrozie i samotnie walczył z wadliwym kwiatomatem.  

    Idąc dalej świątecznym tropem: tak jak chrześcijanie w obliczu tajemnicy Wcielenia muszą uwierzyć, że Bóg stał się człowiekiem, tak Czarne Owce muszą na razie zadowolić się dogmatem wiary, że ich sponsor – którego nikt jeszcze na oczy nie widział – naprawdę istnieje. Ironia losu (i marketingu) polega na tym, że podczas gdy oni wypatrują swojego dobrodzieja niczym pierwszej gwiazdki, ich własny kolega z drużyny jest w pełni namacalnym sponsorem... rywali. A tak na poważnie, Igor - szacun za najpiękniejsze kwiaty w mieście i za to, jak działasz, że jesteś z nami nawet jak nie możesz być obecny fizycznie. POWODZENIA z ekspansją ;). Będziemy cię wyglądać po nowym roku. 

    Tymczasem Bartek przekazał nagrodę, którą wygrał dwie kolejki wcześniej, organizując wspomniany konkurs rzutowy, w którym triumfował pechowy, ale i szczęśliwy Łukasz Kudaj. Czekamy na zdjęcia z wyjazdu.

    Po stronie zwycięzców (Czarne Owce) nie można nie wspomnieć o Oskarze Jungu, który zagrał jak profesor (26 punktów, eval 15), oraz o Cezarym Chomiczu, który rozdawał piłki jak Święty Mikołaj prezenty (aż 10 asyst!). A skoro mowa o prezentach, zaraz po meczu odbyła się zabawa rzutowa, w której Fundacja Proem, w duchu nadchodzących świąt, zafundowała zwycięzcy darmowe zimowisko. O nagrodę rzucali dorośli i dzieciaki. Ostatecznie na obóz pojedzie młody Mikołaj, który pierwsze kroki z koszykówką stawiał na Jordan Basket Plus. Trafiając do kosza 5 razy z rzędu, wykosił konkurencję i wyciągnął ręce po upragnioną przepustkę do zimowej zabawy. Cieszy fakt, że na zwycięstwie brata skorzystała też jego starsza siostra, która razem z nim pojedzie na pełne atrakcji ferie w Zakościelu.

     

    Co by nie mówić, to był mecz coraz lepszej postawy Dzików, pozameczowych emocji z rywalizacji i zabaw pomiędzy kwartami, sportowych dramatów i pięknych gestów uczestników. Takich sytuacji w lidze (oczywiście oprócz kontuzji) chcemy oglądać więcej! Następna okazja już 24 stycznia.

     

     







    LOGOWANIE




    zapomniałem hasła
    ZAREJESTRUJ!