W 3. kolejce czekał nas prawdziwy klasyk gatunku. Na parkiet wybiegły dwie najstarsze, najbardziej doświadczone ekipy w lidze – Czarne Owce (Igora Majkowskiego) pod wodzą Bartosza Golanowskiego i Orły (Pawła Kowalskiego) dowodzone przez Adama Misztelę.
Średnia wieku w obu zespołach to "40 plus VAT", więc spodziewaliśmy się boiskowego cwaniactwa, mądrej gry i taktycznych szachów na najwyższym poziomie. Panowie znają się jak łyse konie, grali przeciwko sobie miliony razy, a w składach mają MVP poprzednich kolejek.
No i co? No i dostaliśmy... zagadkę.
Pierwsza połowa: Czy ktoś może zamknąć okna? Strasznie znosi piłkę.
Jeśli ktoś liczył na fajerwerki od pierwszej minuty, to mógł się srogo rozczarować. Wynik po pierwszej kwarcie – 11:6 dla Orłów – bardziej pasował do piłki ręcznej niż do basketu. Do przerwy na tablicy widniało 20:19. Wyglądało to tak, jakby panowie zamiast o taktyce, myśleli o tym, czy wosk na wróżby andrzejkowe już się topi. A może to wina tego, że tego samego dnia te same składy miały się jeszcze "tłuc" w lidze UBL i wszyscy włączyli tryb oszczędzania baterii?
Energia była, ale jakaś taka... inna. Zamiast "meczu wieczoru" oglądaliśmy festiwal nieskuteczności i twardej, momentami chaotycznej walki.
Druga połowa: Sponsor ociera pot z czoła.
W trzeciej kwarcie Orły stwierdziły, że jednak wypadałoby ten mecz wygrać i odskoczyły Owcom (wygrana kwarta 11:6). Kiedy wydawało się, że jest "po ptokach", Czarne Owce nagle przypomniały sobie, jak się gra w kosza i rzuciły się w pogoń.
Na trybunach zrobiło się nerwowo, a na twarzy Pawła Kowalskiego – sponsora Orłów – pojawił się cień niepokoju. Jednak w kluczowym momencie, jak na lidera przystało, Orły wzbiły się w powietrze, odparły atak i dowiozły zwycięstwo do końcowej syreny. Wynik: 48:38.
Co widzimy w liczbach?
CZARNE OWCE – Teatr Dwóch Aktorów
Sprawa jest prosta: w Owcach punktowało w zasadzie dwóch ludzi. Oskar Jung (17 pkt, 3 trójki) i Bartłomiej Golanowski (14 pkt, 2 trójki) rzucili łącznie 31 z 38 punktów całej drużyny! Reszta składu chyba uznała, że woli podawać i patrzeć.
* Boli skuteczność z osobistych: 1/5 (20%). Panowie, darmowe punkty nie gryzą!
* Aż 21 strat w wykonaniu tak doświadczonej ekipy to też mały kryminał. Piłka chyba była nasmarowana woskiem andrzejkowym.
naturoBank ORŁY – Zespół (przez duże Z)
Orły wygrały, bo miały szerszy wachlarz opcji.
*. Kacper Błaszczyk (12 pkt) i Marcin Lada (11 pkt) ciągnęli wózek w ataku.
*. Adam Misztela co prawda "ceglił" za trzy (0/6 – auć!), ale nadrabiał walecznością (10 pkt, 7 zbiórek).
*. Kluczem była obrona – 13 przechwytów Orłów zrobiło różnicę. Choć skuteczność osobistych (47%) też sugeruje, że przydałby się dodatkowy trening rzutowy.
Podsumowanie
To nie był najpiękniejszy mecz w historii tej ligi, ale zwycięzców się nie sądzi. naturoBank Orły są jedyną niepokonaną drużyną (bilans 3:0) i wygodnie rozsiedli się w fotelu lidera. Wygląda na to, że Paweł Kowalski dobrze ulokował kapitał – Orły idą po majstra, nawet jeśli czasem robią to w tempie spacerowym.
Do zobaczenia na kolejce nr 4, oby z lepszą skutecznością.





